Jugendamt

Jugendamt (sieć urzędów do spraw młodzieży, podlegających samorządom; w każdym niemieckim mieście jest jego oddział) w Polsce stał się głośny po serii zakazów porozumiewania się w języku polskim z własnymi dziećmi przez rodziców z rozwiedzionych polsko-niemieckich małżeństw. Najgłośniejszy był przypadek Wojciecha Pomorskiego, któremu zakazano kontaktu z córkami po tym, jak nie chciał się zastosować do decyzji Jugendamtu. Kolejna głośna sprawa dotyczyła Beaty Pokrzeptowicz-Meyer, tłumaczki, która ostatecznie porwała syna z Niemiec do Polski i ukrywa się tu z dzieckiem (w statystykach porwań dzieci przez rodziców Polska lokuje się na drugim miejscu zaraz za USA. W 2007 r. 15 polskich dzieci zostało porwanych z Niemiec do Polski, a 27 – z Polski do Niemiec). W 2006 r. w Polsce powstało stowarzyszenie „Rodzice przeciw dyskryminacji dzieci”, które walczy o delegalizację Jugendamtów i zainteresowało problemem Komisję Petycji przy Parlamencie Europejskim. W Niemczech właśnie zakończył się precedensowy proces sądowy, w którym przyznano odszkodowanie tureckim rodzicom pokrzywdzonym decyzją Jugendamtu.

Ostrzeżenie przed Jugendamtem

Ostrzega się polskie matki i ojców mających zamiar przyjechać do Niemiec z dziećmi, bądź urodzić dzieci w Niemczech, o możliwych konsekwencjach swojego czynu. W przypadku np. rozwodu, utraty pracy, konfliktu z prawem może dojść do odebrania w majestacie (?) niemieckiego prawa przez Jugendamt Waszych dzieci i przekazania ich np. do niemieckiej rodziny zastępczej. Rachunki za rodzinę zastępczą otrzymacie pocztą.

Jugendamt - nie dziękuję

Jugendamt powstał w roku 1922 jako instytucja doradcza Jego późniejsze dosłownie bezgraniczne możliwości, ideologia i niekontrolowane zasady działania zostały określone przez NSDAP w roku 1936. Po wojnie Jugendamt nie został rozwiązany, mimo że był aktywnym elementem nazistowskiego aparatu przemocy.

Liczne przypadki uprowadzenia dzieci przez niemiecki Jugendamt - urzad do spraw mlodziezy oraz przypadki zabraniania rozmowy z dziecmi w jezyku innym niz niemiecki, wskazuja jednoznacznie na rozpowszechniona w Jugendamtach i tolerowana przez niemieckie prokuratury i niemieckie sadownictwo praktyki zmierzajace do zniemczenia dzieci innych narodowości.

Niemcy przestaną dyskryminować Polaków?

Dzięki staraniom polskiego europosła zainteresowano się wreszcie sprawą, która dla wielu polskich rodziców jest źródłem prawdziwych dramatów. 

W grudniu Komisja Europejska zapowiedziała, że będzie niemieckim urzędom patrzeć na ręce. Póki co - cóż, Komisja może patrzy, ale zbyt wiele z tego nie wynika.

Jednak dzięki zajmującemu się sprawą europosłowi z PiS, Marcinowi Libickiemu, coś ruszyło w Parlamencie. Jak donosi "Rzeczpospolita".

Jeśli nawet w europarlamencie dostrzegają i krytykują (!) to, jak funkcjonują niemieckie urzędy, znaczy, że było o co kruszyć kopię.

Na ile jednak przyjęty dokument odmieni praktyki tamtejszych instytucji? Stefan Hambura, prawnik reprezentujący w niemieckich sądach kilkunastu dyskryminowanych przez Jugendamty rodziców uważa, że jest to duży krok naprzód:

Zdecydowane stanowisko sformułowane w europarlamencie nie będzie mogło być ignorowane w Niemczech.

Więc może rzeczywiście coś zmieni się na lepsze?

źródło Pardon

"Działają jak Adolf Hitler". Niemcy zabierają Polakom dzieci.

Jugendamt. Niemiecka instytucja, oficjalnie służąca do pomagania dzieciom.

Jednak zdaniem wielu polskich rodziców jest to machina służąca do bezwzględnej germanizacji.

Kilka dni temu "Rzeczpospolita" opisała historię Polki zmuszonej do porwania własnego dziecka. Małżeństwo pani Beaty rozpadło się z winy niemieckiego męża i otrzymała prawo do opieki nad dzieckiem. Gdy jednak po kilku latach postanowiła wrócić z synkiem do Polski, naciskany przez Jugendamt sąd nakazał jej oddać dziecko ojcu:

„ Kobieta wróciła do Niemiec i zaczęła bezskuteczną walkę przed niemieckimi sądami i europejskimi trybunałami. Udało jej się wywalczyć widzenia. Przez dziesięć miesięcy miała kontakt z synem zaledwie przez... 27 godzin. Na spotkaniach obowiązywał język niemiecki Od sierpnia 2006 r. już go nie widziałam. Jugendamt nie wyrażał zgody na spotkania i zachowywał się tak, jakby sprawował władzę nad sądem – przekonuje pani Beata. Uważa, że urząd trzeba zlikwidować, bo „działa jak jego ojciec chrzestny Adolf Hitler”. – To, co się dzieje z dziećmi, nie tylko polskimi, to po prostu zbrodnia – mówi. – To, że jest to sprzeczne z wszelkim prawem, potwierdził Parlament Europejski.

Kilka tygodni temu zdesperowana kobieta porwała chłopca i uciekła z nim do Francji. Prawdopodobnie korzysta tam z pomocy organizacji CEED skupiającej francuskich rodziców będących w podobnej sytuacji. Jugendamty stają bowiem po stronie niemieckich rodziców niezależnie od tego kim jest ich były parter.

Polacy są jednak traktowani najgorzej. Przede wszystkim, tak jak w historii pani Beaty, zabrania im się rozmawiać z dziećmi po polsku, co jest bezczelnym łamaniem europejskiego prawa. Niemcy się tym jednak nie przejmują i mimo protestów Parlamentu Europejskiego robią swoje.

Tak było także w sprawie Wojciecha Pomorskiego z Hamburga – jak dotąd najgłośniejszej aferze związanej z działalnością Jugendamtów. Niemiecka żona Pomorskiego pewnego dnia uciekła zabierając ze sobą dzieci. Gdy w końcu udało mu się uzyskać prawo do widzeń ze swymi dwiema córkami, okazało się, iż nie może do nich mówić po polsku. To, że cała trójka miała polskie obywatelstwo nie miało dla Niemców znaczenia. Wręczyli Pomorskiemu pismo o następującej treści:

„ Z pedagogogiczno-fachowego punktu widzenia trzeba zaznaczyć, że nie jest w interesie dzieci, aby spotkania nadzorowane odbywały się w języku polskim.

Od tego czasu minęło kilka lat, a Pomorski nadal nie może wywalczyć prawa do widzenia ze swymi dziećmi, które tymczasem zaczęły zapominać polskiego. Wraz z innymi ojcami oraz matkami założył więc stowarzyszenie Polskie Stowarzyszenie RODZICE przeciw Dyskryminacji Dzieci. Razem walczą z przemocą Jugendamtów. Przedstawiciele stowarzyszenia spotkali się z Lechem Kaczyńskim. Jednakże polskie władze zapewne  nie mogły zrobić wiele, by im pomóc, skoro Niemcy ignorują nawet prawa UE.

Pozostaje nam jedynie zadać pytanie o to, jak długo nasi zachodni sąsiedzi będą drwić z europejskich norm, do których przestrzegania często sami nas nakłaniają? I czemu aż tak bardzo im zależy na odcinaniu dzieci od zagranicznych korzeni?

Zakaz rozmów po polsku - Jugendamt

''W sercu Unii Europejskiej rabuje się dzieci rodzicom-obcokrajowcom z użyciem politycznego urzędu: niemieckiego JUGENDAMTU. Reportaż programu „Uwaga!" o nielegalnych i nieludzkich praktykach nowoczesnej administracji niemieckiej. Republika Federalna Niemiec od czasu końca wojny z premedytacją, poprzez przemilczanie zataja te praktyki przed swoimi europejskimi partnerami. Teraz eurodeputowani zabrali się za badanie niemieckich dyskryminacji ...'' Czytaj dalej...

Jugendamt Berlin-Spandau 2006

10.03.2006 r. to dzień w którym odbyla sie w Bolsano/ Bozen (Wlochy) miedzynarodowa konferencja dotycząca "Uprowadzania dzieci przez Jugendamt".
Szokujący jest fakt, że Tego samego dnia Andrzej L. popelnil samobójstwo w Jugendamcie Spandau (Berlin) w obecności pracowników Jugendamtu! Prawdopodobnie okolicznosci tego samobojstwa wskazuja na to, ze został on umyslnie i czynnie  doprowadzony do samobojstwa przez Jugendamt, nadmienić należy  że sytuacja wynikła na skutek długotrwałej rozłąki z dziećmi. Pozostaje nam jedynie zadać pytanie o to, jak długo nasi zachodni sąsiedzi będą drwić z europejskich norm, do których przestrzegania często sami nas nakłaniają? I czemu aż tak bardzo im zależy na odcinaniu dzieci od zagranicznych korzeni?